Wstawaliśmy tam bardzo wcześnie, nawet o czwartej rano, ale nie miałam żadnych problemów z budzeniem się. Potem konno kilka godzin, na przykład od 5 do 10 rano - przez łąki, pola i lasy, stepem, kłusem, galopem a nawet cwałem. Pierwszy raz w życiu jechałam tak szybko - ped powietrza zapierał dech, nad końmi w cwale traci się kontrolę - trzeba im ufać, i mieć z nimi dobrą więź, bo od nich zależy nasze życie... To było naprawdę coś, tak pędzić tymi leśnymi duktami i uchylać się od chłostających po twarzy gałęzi drzew. Po porannej jeździe - obfite śniadanie, w którym prawie wszystko jest domowej roboty - szynka pokrojona w grube plastry, sielawy złowione przez gospodarza, jaja od własnej kury.. Potem drzemka albo spacer do lasu na poziomki - było ich mnóstwo. A na obiad takie rarytasy jak na przykład domowe pierogi z jagodami z pobliskiego lasu, albo inne naprawdę cudowne przysmaki.
Wieczorem znów jeździliśmy konno, na przykład do pobliskiego baru na piwo (Żubr z sokiem) albo lody. I znów galopy, znów tętent kopyt.
Ostatniego dnia spadłam z konia, w czasie pożegnalnego galopu. Pierwszy raz mi się to zdarzyło, chociaż jeżdżę już kilka lat - zleciałam do tego bardzo spektakularnie, bo przez szyję konia (wyrzuciło mnie z siodła i poleciałam do przodu, przy okazji zdejmując Siwemu ogłowie i robiąc w powietrzu salto). Wylądowałam całkiem bezboleśnie na piachu. Dopiero wczoraj poczułam, że boli mnie kilka żeber, ale chyba ich sobie nie połamałam; jutro pójdę się upewnić do przychodni
Ten wyjazd był naprawdę, naprawdę bardzo udany, także pod względem fotograficznym. Niestety, na deviantarcie procedura wgrywania zdjęć jest dość żmudna, dlatego zainteresowanych większą ilością zdjęć z rajdu zapraszam do obejrzenia ich na moim fotoblogu: [link] .










--
Sweet up your life!
--
19 seconds contest
--
--
--
[www.salizabeth.net]
--
***
If you fall Ill catch, if you love Ill love,
And so it goes, my dear, dont be scared, youll be safe,
This I swear. If you only love me
***
Previous Page12345...Next Page